wtorek, 12 sierpnia 2014

OOPS! TARG ŚNIADANIOWY
















Jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji zajrzeć na Targ Śniadaniowy w Sopocie, ale tym razem wolny weekend spędzony w domu i piękna pogoda skutecznie nas zachęciły. Teraz już wiemy, że gdy tylko nadarzy się następna taka okazja, to na pewno zawitamy tu ponownie. Szczególnie po kurtosze, naleśniki z jabłkiem i ciasto z buraka :) Pyszności!
Koszulka synka "I swear it wasn't me" pochodzi z premierowej kolekcji polskiej marki Oops!

28 komentarzy:

  1. Lubię takie inicjatywy! Byłam raz na takim targu w Krakowie, ale niestety ceny były strasznie wysokie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Targ śnaidaniowy w Sopocie. Właśnie niedługo się tam wybieram. Dzięki za podpowiedź co do wyboru pyszności.

    OdpowiedzUsuń
  3. On jest taki słodki,że na pewno ne mógł nabroić ;) ale mi smaka zrobiliście na takie śniadanko, a tu mała alergiczka i trzeba być na diecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam! Nie miałam okazji być na targu w Sopocie ale na warszawskim Żoliborzu żywiłam się tam całą wiosnę:) najlepszym pod słoncem chłodnikiem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybieram się tam od dobrego miesiąca ale jakoś mi nie wychodzi ;) to samo z Kolibkami. A te rowerki z lemoniadą stoją też przy gdyńskim bulwarze i muszę przyznać, że przy upałach wchodzi to o niebo lepiej niż mała czarna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny chlopak z niego wyrasta, milo popatrzec. Bardzo podobny do mamy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. W Białymstoku nie ma targów śniadaniowych. A szkoda, bo bym się wybrała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że w mniejszych miastach nie ma takich targów śniadaniowych, ale jak będziemy nad morzem to na pewno skorzystamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim miescie tez nie ma :( ale bede w Sopocie za tydzien i na 100% zjem tam sniadanie :)

      Usuń
  9. Świetna sprawa, taki targ. Muszę poszukać, czy coś podobnego jest w Poznaniu, bo do Sopotu trochę daleko. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak są w Poznaniu -na Sołaczu w każdą niedziele :)

      Usuń
  10. Ale fajnie tam:)
    Wasz synek jeszcze niedawno był taki malutki...ale ten czas gna:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Boski chłopak! :)
    I duży jak na swój wiek… zerknęłam na oops! i najmniejszy rozmiar to 104, a mój 2 latek nosi 86 (a do małych nie należy ;) )
    Niepocieszonam, ponieważ bardzo fajna ta koszulka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiadomo jak u nich z rozmiarami, różni producenci, różne rozmiary i wbrew pozorom większy rozmiar w rzeczywistości okazuje się w sam raz. A nawet jeśli, to do 104 dorośnie raz dwa:)

      Usuń
    2. Duzo zalezy od tego jaki kroj ma ubranie. W przypadku koszulek sprawdzaja sie dosc waskie, bo mimo ze sa ciut za duze to tego wcale nie widac. Mysle ze tak jest w przypadku tych koszulek od Oops! Spokojnie 104 bedzie dobre na przecietnego 2-latka, a i za rok tez ubierze :)

      Usuń
  12. byłam, widziałam, smakowałam, będę wracać:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Te fajne zdjecia mogly byc robione w Bawari (obrusy).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. ślicznie! też muszę się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam
    Mama pytanie i ogromnie prosze o odpowiedz. Przegladalam Wasze wczesniejsze wpisy (mialam zaleglosci bo odwiedzam Waszego bloga od niedawna) i dotarlam do pierwszych urodzin Waszego synka, dodam ze w stylu eko. Moje pytanie dotyczy naczyn bardzo prosilabym o namiary na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o talerze i sztucce? Kupilam je na ebay-u :)

      Usuń
  16. cały czas planuję odwiedzić ten targ śniadaniowy, ale Sopot rano wydaje się być dalej niż bliżej...

    OdpowiedzUsuń
  17. Julek to mala kopia mamusi:):) Cudny jest. Ania kamizelka bardzo w stylu NYC :) Lubie bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciasto z buraka? Pewnie pyszności i w dodatku zdrowe :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo fajna inicjatywa, łączy ludzi, pozwala spędzić czas nie w domu i nie (na szczęście!!) w centrum handlowym. Niestety na targu w Krakowie i chyba w tym roku w ramach fabryka lata (2015) także? To ceny są nieprzystępne, szkoda... także zazdrościmy jedzenia w plenerze i oby częściej. I Jan fotograficzne, do tego!

    OdpowiedzUsuń