sobota, 31 stycznia 2015

GDZIE DIABEŁ MÓWI DOBRANOC


























Horror... To przyszło mi do głowy kiedy jechaliśmy wieczorem po Tasmanii w poszukiwaniu naszego noclegu. Raj!!! Tak stwierdziłam następnego dnia rano, kiedy obudziło mnie słońce, a przed oczami miałam widok na piękny wysoki las. Taka właśnie jest Tasmania. W zależności od pogody - straszna lub piękna. Zaczęło się tak: jechaliśmy wieczorem leśną żwirową drogą i nie mogliśmy znaleźć naszego domku, który według opisu w internecie, miał znajdować się w samym środku lasu. Mijaliśmy opustoszałe wsie, porzucone wraki aut, domy bez szyb w oknach, spalone lasy. Ani żywej duszy. W telefonie brak zasięgu. Gdzieniegdzie mgła. Powoli zrobiło się ciemno. I wtedy jedyne "żywe dusze" jakie zobaczyliśmy tego wieczoru to były zwierzęta - diabły tasmańskie czające się przy drodze, oprócz tego oczywiście kangury, które bez przerwy wyskakiwały na drogę i świecące oczy innych bliżej niezidentyfikowanych stworzeń, które tylko łypały na nas z lasu. Lepszej scenerii do horroru chyba nie dałoby się stworzyć. Kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć do domku, było już całkowicie ciemno i poszliśmy spać. Rano obudziło nas słońce, a za oknem piękny widok na wysoki las. Okolica okazała się bajkowa, lepszego miejsca na nocleg chyba nie mogliśmy znaleźć.
Pierwszą wyprawę urządziliśmy sobie nad ocean, a tam czekała na nas rajska plaża! W następnym poście podzielę się z Wami zdjęciami prosto z tasmańskiego raju :)

czwartek, 29 stycznia 2015

OWOCE PROSTO Z MORZA































Z Melbourne polecieliśmy na Tasmanię. Po wylądowaniu na wyspie, od razu obraliśmy kierunek - jedzenie. A ponieważ region ten słynie z owoców morza, dotarliśmy w miejsce gdzie podaje się najlepsze na wyspie (a kto wie, może i na świecie) fish and chips, a dokładniej seafood and chips.
W starej chatce rybackiej na zupełnym odludziu, kilku rybaków i ich żony serwują takie pyszności jakich próżno szukać w miejskiej restauracji. A wszystko to w scenerii rodem z lat 50. To miejsce wygląda jakby zatrzymało się w czasie dziesiątki lat temu! Zamówiliśmy jedzenie, a po paru minutach przemiła pani przyniosła nam stos frytek i owoców morza, zawiniętych w gazetę. Rozwinęliśmy pakunek, w środku czekała nas prawdziwa uczta. I tak rozpoczęła się nasza przygoda z Tasmanią :)