wtorek, 31 stycznia 2017

AUCKLAND


















Pierwszymi wrażeniami z Auckland dzieliłam się już z Wami we vlogu (klik), więc dzisiaj zapraszam na zdjęciową relację z tego spokojnego miasta.
A na YouTube czeka już nowy film :)

niedziela, 29 stycznia 2017

MIESZKAMY W AUCKLAND













Pierwszy przystanek - Auckland. Zamieszkaliśmy w dzielnicy Ponsonby, nieopodal Grey Lynn. Mieszkanie, jak zwykle, wynajęliśmy przez airbnb. Bardzo spokojna okolica o niskiej zabudowie, otoczona parkami i zasypana małymi miejscowymi sklepikami - idealna dla nas :)
Przyjechaliśmy do Nowej Zelandii na bardzo długo, więc jak nigdy dotąd możemy pozwolić sobie na prawdziwy slow life ;) Długie spacery po okolicy, pikniki na trawie, wspólne gotowanie, poznawanie nowych ludzi, wylegiwanie się w łóżku (to akurat wynik jet lagu i pobudek o 5 nad ranem), niezliczone zjazdy ze ślizgawki, doskonalenie angielskiego (Julek uwielbia poznawać nowe słowa!), vlogi, zdjęcia itp. Z wielką radością uzupełniamy braki witaminy D (słońca nie brakuje) i codziennie wcinamy świeże tutejsze kiwi, awokado i wiadomo - mango! Uśmiechy nie schodzą nam z twarzy :)
Naszą przygodę z Nową Zelandią dzień po dniu możecie śledzić na YouTube:


czwartek, 26 stycznia 2017

48 GODZIN W PODRÓŻY

Kochani! Jesteśmy już w Nowej Zelandii :) Dłuuuugo zajęło mi przygotowanie tego wpisu, a to dlatego że pech postanowił utrzeć nam nosa, mój laptop się zepsuł jak tylko dotarliśmy do Auckland :(

Tymczasem możemy miło powspominać samą podróż. Choć trwała ona aż 48 godzin, to muszę przyznać że było całkiem wesoło :)

W samolocie nie nudziliśmy się ani przez chwilę, ja zdążyłam popracować, Michał przygotował pierwszego vloga (klik)...

...a Julek oglądał bajki, nakleił chyba z tysiąc naklejek, bawił się dinozaurami i jak zwykle rozśmieszał nas swoimi niezliczonymi pytaniami (Mamo, kiedy skończy się ślina?, Czy roztocza mają uszy? itp)

I tak dolecieliśmy do Pekinu. Tam przenocowaliśmy w hotelu i wróciliśmy na lotnisko.





Teraz mogę tylko z sentymentem westchnąć widząc to zdjęcie - wtedy jeszcze mój komputer działał...  

Na podróż do samolotu zabraliśmy 3 walizki Victorinox. W pierwszej był sprzęt (aparaty, laptopy, kable, statywy, przejściówki, dyski itp), w drugiej ubrania i kosmetyki, a w trzeciej jedzenie. Wszystkie świetnie się spisały, szczególnie że mogliśmy powiększyć ich objętość :))

Na drogę zabraliśmy ze sobą spory prowiant, ponieważ chcieliśmy uniknąć byle czego na lotnisku i w samolocie. Napoje oczywiście kupowaliśmy na bieżąco, ale posiłki mieliśmy własne - Julek wybrał leniwe pierogi, a ja z Michałem sushi. Zabraliśmy też sporo przekąsek - granolę, jabłka, banany i orzechy.
 
Mimo wielu godzin w podróży, czas upłynął nam szybko i miło, w świetnych humorach dotarliśmy na miejsce :)

niedziela, 15 stycznia 2017

NOWA ZELANDIA!

Kochani! My już w podróży :) Za 48 godzin będziemy na miejscu.
Odezwiemy się z Nowej Zelandii jak już odeśpimy lotniskową tułaczkę ;)

wtorek, 10 stycznia 2017

NISZOWE PERFUMY

Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, niszowe perfumy stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej osób posiada w swojej kolekcji przynajmniej jeden taki zapach, ale oprócz tego wzrasta ogólna świadomość konsumentów co do istnienia takich produktów. Intuicyjnie nietrudno takie perfumy rozpoznać - już na pierwszy rzut oka widać, że większość takich zapachów sprzedawana jest w prostych minimalistycznych flakonach, bez zbędnych udziwnień czy ozdobników. Często przypominają wręcz produkty apteczne. Poza tym, na próżno ich szukać w sieciowych perfumeriach czy w reklamach telewizyjnych. Dodatkowo, takie perfumy są często 3-4 razy droższe od zapachów produkowanych przez znane marki (np.Dior, Chanel). Ok, to już wiemy i biorąc pod uwagę w/w kryteria, z grubsza nasza ocena byłaby trafna. Ale co tak naprawdę wyróżnia perfumy niszowe? I kto decyduje, że jedne należą do "niszowych", a inne określane są jako "mainstreamowe"?

Ostatnio rozmawiając ze znajomymi długo dyskutowaliśmy na ten temat i w sumie żadne z nas nie znało właściwej odpowiedzi. Padały najróżniejsze przypuszczenia, ale nikt nie znał faktów.
Zainteresowałam się więc tym tematem i teraz już wiem :)

Otóż kluczowe znaczenie ma decyzja FiFi (The Fragrance Foundation), która nadaje odpowiednie kategorie konkretnym zapachom. Podstawowym czynnikiem jest dostępność produktu, a więc liczba sprzedawców i pośredników, a szczególnie ich rodzaj - nietrudno zauważyć, że w sprzedaży takich zapachów specjalizują się niszowe perfumerie, np. Galilu.

Ale poza tym, niszowe perfumy spełniają inne, dużo bardziej znaczące dla klienta cechy: są wykonywane ręcznie, na mniejszą skalę, często przy użyciu drogich i trudnodostępnych składników, kompozycje są tworzone przez artystów i inspirowane ich emocjami, a dopiero całokształt sprowadza się do tego, że klient może pachnieć naprawdę wyjątkowo, jakby nosił na sobie dzieło sztuki, coś unikalnego, stworzonego przez artystę (często wyjaśniając istotę niszowych perfum porównuje się je właśnie do dzieła sztuki lub dobrego wina).

Kultowe zapachy niszowe to oczywiście Serge Lutens oraz Federic Malle. Jednak w ostatnich latach ogromną popularność zdobyła młoda szwedzka marka Byredo oraz stary francuski Diptyque. 
Mój faworyt to "Blanche" Byredo :)


Z kolei 4.1 Le Musc & La Peau (Parfumerie Generale) to miłość od ...drugiego wejrzenia ;)

Galilu w Gdańsku.

Dajcie znać co myślicie o tych zapachach i czy zaglądacie od czasu do czasu do niszowych perfumerii, żeby powąchać coś nowego?